Google+ Followers

czwartek, 31 maja 2012

Cd. Droga do przyszłości - chanelling przekazów Jana Pawła II

miłość - dobro i zło - zmiany na Ziemi - przebiegunowanie - zmiana nachylenia osi ziemskiej






Potęga miłości

- Ojcze, czy zauważyłeś, że wszystkie nasze dotychczasowe dialogi, wiersze,

teksty, mówią o miłości i oddaniu Ziemi? Czy to jest TO przesłanie od Ciebie?

- Dziecko, dobrze wiesz, że na ten temat rozpisują się wszystkie źródła wiedzy

spirytystycznej, wszystkie Boskie przekazy. Dlaczego tak jest? Albowiem miłość

– nie słowo, lecz energia, jaka się w niej zawiera, jest podstawą bytu wszelkich

istnień. Miłość jest produktem wyjściowym tworzenia piękna. Składa się z

niezliczonej ilości cząsteczek elementarnych, produkowanych i wysyłanych

wszędzie tam, gdzie znajdują się wyższe istoty. Pamiętaj, że nie ma sztywnego

podziału na istoty wyższego czy niższego rzędu, tak jak nie istnieje

dobro czy zło. Są to tylko przejściowe produkty służące nauce wartościowania, służące

ewolucji istnień, mającej na celu podniesienie kolektywnej wibracji. Wiem, że w

wielu oczach ta teoria jest zbyt sucha, zbyt techniczna. Ale taki jest przekaz

prawdy. Ona jest przekazywana specjalnymi kanałami percepcji. Albo dotrze,

albo nie. W zależności od poziomu emocjonalnego odbiorcy. Tylko odbiorcy, bo

nadawca ma te kanały drożne, otwarte, chłonne, nienasycone. Wszystkie

istnienia, które mają zdolność transmisji tej energii, są nią nasiąknięte jak

gąbki. One chętnie dzielą się nią z otoczeniem. Nawet nie wiesz, jak chętnie...

Czy wiesz, że nie tylko ludzie czy domowe zwierzęta potrafią emitować tę

energię? Największą porcję tej energii emituje natura. Powietrze, ziemia,

woda, ogień czy drzewo. Czy miewasz czasem uczucie ekstazy, będąc na łonie

natury?

- Tak, to jest właśnie to, co odczuwam tutaj każdego dnia. Kocham to miejsce

na Ziemi, bo odbierając oczyma ten panoramiczny obraz hektarów zieleni –

aż do Atlantyku, który widzę z fazendy – widzę obraz dziewiczej niewinności

natury, w której naprawdę jestem zakochana. Wieczorami żal mi jest się z tym

widokiem rozstać, a rano jak szalona cieszę się od nowa na spotkanie.

Naprawdę, kocham tę naturę całym sercem i mam wrażenie, że z wzajemnością.

- Dobrze to ujęłaś. Bo natura nasycona jest ogromną porcją miłości i chętnie

przekazuje ją dalej, dzieli się nią ze wszystkimi, którzy się otwarli na jej odbiór.

Czasem serce potrafi się całkowicie wypełnić tym uczuciem, obcując z jedną tylko roślinką. Tak wpływa na nas miłość Gai, tak oddziałuje na nas nasza

planeta i matka nasza jednocześnie. Jesteśmy jej mieszkańcami, tu się

rodzimy i umieramy, zrzucając fizyczne ciało z powrotem do jej wnętrza. Ona

nas karmi, wpływa na wszystkie nasze stany – my jesteśmy jej kreatorami,

mocno uzależnionymi od jej reakcji. Nikomu tak naprawdę nie udało się

przezwyciężyć natury. A próby, które wykonuje aktualna cywilizacja i tak

dobiegają końca.

- Co to oznacza?

Ziemskie przeobrażenia - Ziemia objęta jest swoim naturalnym cyklem rozwoju i zachodzące na niej

zmiany są wynikiem wiekowego procesu przekształceń, służących zachowaniu

właściwej pozycji planetarnej w systemie galaktycznym i jego zbiorów. Te

wzajemnie na siebie nakładające się konstelacje planet służą zachowaniu

określonej równowagi, co przy towarzyszącej temu kosmicznej prędkości

przemieszczania się planet nie jest całkiem jednoznaczne, całkiem proste. Co

kilkaset tysięcy lat pojawia się potrzeba skorygowania położenia planetarnego

względem konstelacji gwiazd rodzimych, w naszym systemie

– względem słońca. Ziemia, jak wiesz, musi dokonać zmiany położenia osiowego. I tak

nastąpi przebiegunowanie Ziemi z półkuli północnej na południową i odwrotnie.  

- Nie dojdzie do żadnych wielkich kataklizmów, zagłady ludzkości i temu

podobnych zdarzeń?

- Nie, nie na skalę globalną. Nie będzie zagłady ludzkości, ale przebiegunowanie to oznaczać będzie zmianę pól magnetycznych z dodatniego na ujemny, a to pociągnie za sobą wiele chorób układu krążenia, zawałów serc, problemów mentalnościowych i samobójstw, bo określona grupa ludzi nie

będzie sobie umiała z tym stanem poradzić, nie będzie umiała i nie będzie chciała żyć. Na to nie będzie wpływu – każdy człowiek będzie przechodzić ten proces na swój indywidualny sposób, a to, kto przetrwa te lata przemian i adaptacji, zależeć będzie od konkretnych czynników. Wiem, że jesteś ciekawa, jakich. To dłuższy temat, chętnie go rozwinę w dalszej części naszej rozmowy.

- Ogromne dzięki, Ojcze. Jestem niezmiernie ciekawa Twojej interpretacji

PRAWDY. Kocham Cię, wiesz to? Ojcze, poruszyłeś bardzo trudny i jednocześnie ważny temat. Niezmiernie istotne jest znać prawdę na temat możliwości przetrwania tego okresu. Czy możesz nam wyjaśnić, jakie czynniki pozwolą ludziom na przetrwanie przeobrażeń Ziemi?

- Tak. Jak wiesz, nasze rozmowy dotyczą w większości problemów

człowieczeństwa, miłości, piękna, altruizmu. I to są właśnie te czynniki, które

dana jednostka ludzka musi posiąść, ażeby mogła zabezpieczyć swoją

odporność fizyczną i psychiczną. W człowieku musi powstać bariera

odpornościowa, w której taki element, jak strach nie może mieć miejsca.

Nawet zalążek strachu może wywołać zachwianie równowagi psychicznej. To,

co pozwoli ludziom przetrwać, to bezgraniczna i bezinteresowna miłość.

Jeszcze dzisiaj, na krótko przed rozpoczęciem przemian zachodzących na

planecie Ziemi, liczba ludzi potrafiących bezinteresownie kochać sięga zaledwie

kilku procent. Ten proces transformacji, wykształcenia bezinteresownej miłości,

jest aktualnie waszym najważniejszym zadaniem. Bez tej zdolności, tej siły,

jednostka przegra z przekształceniami planetarnymi. Nie mówię tu celowo,

przekształceniami Ziemi, bo najsilniejszy wpływ w tym okresie będą wywierały

prądy i fale kosmiczne. Świat nie zatrzyma się nawet na ułamek sekundy. Ten

proces nastąpi w pełnym ruchu, w pełnej kosmicznej prędkości kwantów i

światła.





- W czym konkretnie przejawi się to przeosiowanie Ziemi? Czy będziemy to

jakoś konkretnie odczuwać?

- Tak, będziecie i to dobitnie. Jednym z najważniejszych znaków przeosiowania

będzie zanik nocy. Przez wiele godzin, może to potrwać nawet do tygodnia, nie

nastąpi noc. Ludzie zgubią rachubę czasu, przestaną się orientować w zakresie

biorytmicznym. Pojawią się akcenty lęków, bóle głowy, zakłócenia układu

krążenia, zachwiania równowagi, wymioty. Częściowo objawy zbliżone będą do

choroby morskiej. Po tak długim dniu nastąpi ciemność, noc trwająca podobnie

jak dzień, około tygodnia. W tym okresie ludzie stracą nadzieję, słabi

psychicznie targną się na życie, aktów samobójstw będą miliony. W tym czasie

nie będzie już można nikomu pomóc. Będzie to okres selekcji, zgodnie z

prawami przemian, jakie na Ziemi dokonują się – jak już wspomniałem

– co kilkaset tysięcy lat. I w ten właśnie okres Ziemia wkracza ponownie. To co

podaje kalendarz Majów, czyli data 21.12.2012, jest datą początku procesu,

który trwać będzie kilkanaście lat. Nie można określić z całkowitą dokładnością

zakończenia tego procesu, bo po przebiegunowaniu się Ziemi, planeta

znajdować się będzie jeszcze pod silnym wpływem prądów oraz sił

magnetycznych i kosmicznych. Do całkowitego zaniku tych drgań i fal

potrzebnych będzie także kilkanaście lat. Tym samym możemy prognozować

okres około 30 lat, czyli do 2042 - go roku ludzkość poddana będzie największej

próbie wszech czasów. Dodatkowym problemem będzie fala kataklizmów w

wielu regionach Ziemi. To, co przeżywamy dzisiaj, będzie zwielokrotnione.

Niektóre kataklizmy pochłoną kolejne setki tysięcy ludzi. Pamiętajmy jednak,

że jest to proces zmian planetarnych, na które ludzkość nie ma żadnego

wpływu. Pamiętajmy jednocześnie, że jednostka może dokonać swojej pełnej

transformacji, chroniącej ją przed negatywnymi czynnikami przeobrażenia. Tak

więc każdy z was, moje dzieci, ma szansę na przetrwanie i rozpoczęcie

nowego, lepszego życia.


poniedziałek, 28 maja 2012

Mira Mirantes - Droga do przyszłości. Część I.








                                                       Część I. Przesłanie Jana Pawła II

Ważne informacje

Z wielu wspomnień jedno mam najgorętsze i nie dotyczy ono okresu wielkości,

stania na kobiercu, na który skierowane były miliony oczu. To jedno gorące

wspomnienie zawierało się w istocie mego bycia człowiekiem.



Kiedy wędrowałem po górach w klimacie zjednania ze wszechświatem, wtedy

czułem, że dosięga mnie Boska ręka, spoczywając na moim ramieniu, i w tej

sekundzie poczułem przenikającą mnie miłość do świata.





Ale to nie wszystko. Poczułem odwagę głoszenia tej Bożej miłości, ona mną

zawładnęła, ogarnęła całe moje jestestwo, całego mnie, na zawsze.





Dlatego dziś, chcę ci ją przekazać, tak jak ją przekazuję wszystkim moim

dzieciom. Nieś to przesłanie, bo jesteś moim kanałem do świata, świata, który

się na nowo narodzi, świata miłości.

Chcę ci przekazać ważne informacje.

Nie traćcie wiary, powstańcie, zjednoczcie się w bratnich kręgach i twórzcie

MIŁOŚĆ – w gestach, czynach i myślach niezakłóconych udręką dnia, bo nic nie

zdoła jej wykorzenić z dusz o wielkim sercu, dusz zjednanych w nowej potędze

wartości prostoty. Nie uciekaj od tej idei, albowiem prostota nie oznacza głodu.

Będzie ci dane żyć skromnie nawet wtedy, gdy będziesz opływać w dostatku.

Mówię tu o prostocie serc, skromności ludzkich zachowań. 

- Ojcze, czy przemawiasz to ty, czy są to raczej moje wewnętrzne myśli, moje

ego, które chce ubrać myśli po to, by wypłynąć. Bo ja już o tym myślę od

jakiegoś czasu....

- Nie, dziecko, to ja ci przekazuję przesłanie, a ty jesteś już na tej fali, odkąd

mnie odkryłaś, ujrzałaś i uwierzyłaś. Wiara jest potęgą.

- Dzięki, ojcze. Więc zamieniam się w słuch.

- Każda sekunda wyprodukowanej miłości jest wielkim darem dla ziemskiej

Gaji. Jest potrzebnym lekiem. Ona jest teraz osłabiona, jej energia wyczerpuje

się w regionach zła, spotęgowanych przez media, które karmią miliony

szukających w nich źródła oderwania od codzienności, źródła zapomnienia. I to

zło, spotęgowane zarodkiem myśli tych milionów, ono zabija miłość, jedyne

źródło ukojenia ran, zabliźniania otwartych urazów, wiecznie odświeżanych

nową falą obojętności.





A miłość produkuje energię, siłę, stwarza barierę w postaci przepięknej aury,

uwidaczniającej się poprzez tęczę, która pojawia się wszędzie tam, gdzie

zalążek miłości.



Wasze zjednanie dodaje określonej mocy, potrafi tworzyć silne sploty światła,

fizycznej manifestacji miłości. W waszej wspólnej modlitwie zrodzą się

elementarne cząsteczki, zarodki, które spotęgowane, zbudują nowy świat.

- Jaki świat zbudujemy? Gdzie? Tu na ziemi?

- Tak, Gaja będzie tym miejscem, planetą spokoju i piękna, jakie nam się

nawet nie śniło w fizycznym kobiercu człowieczeństwa.

- Opowiedz mi o tym.

- Czy widzisz zieleń natury? Jak ją widzisz?

- W wielu odcieniach, świeżą, soczystą, starą, młodą, głęboką, ulotną,

życiodajną i śmiercionośną, będącą potęgą, a jednocześnie kruchą, łamiącą się

po to, by powstać, urodzić się na nowo. Kocham zieleń.

- Dobrze to ujęłaś. Chcę ci to rozszerzyć. Spójrz na nią jeszcze raz. Czy widzisz

te czarne dziury, które kryją się w jej wnętrzu? One są źródłem istnienia, tam

powstają światy dotychczas dla nas nieosiągalne, bo zamknięte w dobie zła. To,

co ludzkie oko zdolne jest dostrzec, skupiając się na zieleni natury, będzie dla

was w nowym świecie maleńkim zalążkiem doznań, które zamanifestują się

dopiero po przekroczeniu bariery czerni. Ten nowy świat jest pięknem waszej

duszy, im więcej w nim miłości, tym bardziej spotęgowane będą doznania,

jakie ta czerń w sobie zawiera. Tam są skumulowane tysiące barw, istnień,

doznań. Wciągnięta raz w tę głębię, nie wydostaniesz się z niej, więcej

– będziesz stanowić jej element. I tak, krok po kroku, każdy z was,

moje kochane dzieci, przejdzie do krainy czarów, krainy bajki, która niejednokrotnie

już została wam przekazana ustami posłańców Bożych, połączonych

telepatycznie z ziemskimi wybrańcami. Ich przekazy

– wiersze, książki, filmy, opowieści, dotarły dzisiaj do wszystkich zakątków świata.

Także i ty widziałaś je, czytałaś, płakałaś z emocji, miłości i tęsknoty do miejsc, jakie na was

czekają. W rzeczywistości. Tu, na Ziemi.

- Mój najdroższy Ojcze, wielkie dzięki za to przesłanie. Dzisiaj wracam z powrotem do zajęć. Już tęsknię za kolejną porcją Twoich ukochanych przekazów.

niedziela, 27 maja 2012

Cd. Mira Mirantes Droga do przyszłości


Objawienie
 

Objawiłeś mi się znienacka,

pewnego pięknego marcowego poranka

wśród kamiennych puzzli cachoeira.

 

Klęczący do modlitwy, zadumany.

Ręce złożone na splocie słonecznym,

wpatrzony w ziemię, zatroskany?

 

Objawiłeś się Polakom na obczyźnie,

na brazylijskiej, wtopionej

w zieleń fazendzie,

ostoi spokoju, zalążku ziemskiego raju.

 

Z ufnością wpatruję się

w Twoją kamienną postać,

nasz niebiański gościu,

wieczysty towarzyszu życia tych,

którzy pójdą za Tobą.
 

Towarzyszu tej ziemskiej podróży,

podróży w głąb siebie, w znajdowaniu

nowej świadomości, mistycznego przeobrażenia

dla wspólnego przyjęcia nowego świata. 


Mira, Monte Gordo, 26/27.06
.
2010






Prolog
Kochany Ojcze, dzisiaj spędziłam większość czasu przy komputerze, czytając

wiele na Twój temat, temat reiki i jej związku z Twoją osobą. W końcu

dotarłam również do Twoich wierszy. Są przepiękne, przepełnione filozoficznymi

rozważaniami na temat ludzkości i życia. Piękne.  

To, co mnie zaskoczyło, to brak w niniejszej książce odniesienia do wiary katolickiej.

Jak to przedstawić światu? 

- Już ci wspominałem moja córko, że dzisiaj nie występuję w imieniu

papieskim, lecz jako Jan Paweł II, wysłannik duchowy, reprezentujący interesy

Boga, kosmologii i wszechświata. To, co wcześniej nie było przeze mnie osobiście określane,
a działo się tak z tytułu mojej funkcji jako duszpasterza chrześcijaństwa rzymsko
katolickiego, dzisiaj mogę już przedstawiać i to z całą
odpowiedzialnością. Zauważ, że wszelkie przesłania, jakie otrzymujecie ode

mnie , mówią o bezinteresownej miłości do Ziemi i świata, o altruizmie jako

najwyższym poziomie rozwoju ludzkości -

a to wszystko w żadnym słowie nie zaprzecza temu, co głosiła wiara wyznaniowa, na czele której

stałem. I mimo, że katolicyzm dotarł obecnie do wszystkich zakątków świata, to jednak

obejmuje zaledwie 17% ogółu ludności planety. A my chcemy i musimy

docierać do wszystkich ludzi, niezależnie od ich przynależności wyznaniowej.

Dlatego też głosimy prawa universalne i apelujemy do wszystkich mieszkańców

planety. Czy jest to argument wystarczający dla ogłoszenia go światu? Możesz

być przekonana, że świat prędzej czy później zrozumie przesłania, które do

niego adresujemy. 






























sobota, 26 maja 2012

Opowieść o dębie


                                              
Połowa lat dziewięćdziesiątych. Peryferie dużego miasta. Stare, zniszczone domy, sklepiki z ciemnawymi, rzadko zmieniającymi się wystawami, podwórka z suszącym się praniem, gromady dzieciaczków biegających po ulicach, kłótliwe kobiety i zataczający się piwosze... Wzdłuż wykoślawionych chodników biegną głębokie rowy, które kiedyś pełniły rolę rynsztoków, a następnie zbierały nadmiar wody deszczowej.

Wystarczyło jednak oddalić się zaledwie kilkanaście metrów od ruchliwej trasy wylotowej i przejść wąską dróżką pośród młodych dąbków i brzóz, by ujrzeć, jak rozpościerają się piękne łąki, pełne bujnej, soczystej trawy przetykanej główkami kolorowych kwiatów. Niewielki, lecz głęboki staw rozbrzmiewał rechotem żab, przeskakujących po liściach lilii wodnych, które zaścielały zielonym kobiercem większą część jego powierzchni. W dali, po dwóch stronach ścieżki widać było zagajniki czarodziejsko pięknych brzóz, zamknięte krzakami jeżyn i malin. W czerwcu roznosił się intensywny, słodki  zapach unoszący się z krzaków czarnego bzu. Cały ten obszar zamykała z trzech stron ściana gęstego lasu, ulubionego przez sarny, które od czasu do czasu, czujnie nasłuchując, pożywiały się w zaroślach, zrywając się na każde szczeknięcie psów z pobliskiego gospodarstwa.

Taki pejzaż można było obejrzeć z niewielkiego mostku przerzuconego nad strumieniem, który wypływał ze źródełka na innych łąkach, o jakieś 500 metrów dalej. Woda w strumieniu płynęła raźno i wesoło, jakby rada, że poi i orzeźwia te piękną okolicę. Płynąc tak, darzyła swoją wodą potężne korzenie ogromnego dębu, który rósł tuż przy mostku, ocieniając go nieustannie swą rozległą koroną.

Pamiętam, jak oniemiałam z podziwu, gdy ujrzałam go po raz pierwszy. Stał prosty, majestatyczny, rozpościerając potężne konary jak dobrotliwy siłacz mocarne ramiona. Kiedy stanęłam pod baldachimem jego zielonej korony, poczułam miarowo i spokojnie wibrujące fale jego energii. Były silne, lecz nie natrętne. Pozwoliłam im wejść w swoją przestrzeń. To było jak powitanie. Kiedy podnosiłam głowę, ze zdziwieniem zauważyłam, że jego gruby pień składa się z dwóch części – tak! To były dwa mocno zrośnięte ze sobą pnie. „Jak kochankowie, których nic już nie rozdzieli” – pomyślałam sobie. Tuż obok stał jeszcze jeden dąb, piękny i prosty, chociaż dużo mniejszy.

Zakochałam się w tych łąkach, w tym pięknym i silnym drzewie, które budziło we mnie taki respekt, że nigdy nie ośmieliłam się przytulić się do niego, by poprosić o siłę, o moc, o uzdrowienie...

Przechodząc, mijałam go, zawsze witając spojrzeniem, bo nie był to ktoś, kogo można ominąć bez powitania... 

Wiedziałam o tym, że jego korzenie kilkanaście lat temu objęły i przyjęły znużone starością ciało kudłatego, czworonogiego Przyjaciela, „psa z duszą”, jak mawiał o nim mój mąż.

Często wracałam na te łąki, właściwie codziennie. Prawdę mówiąc, ten obszar był bardzo niewielki, lecz tak urokliwy, że kiedyś koleżanka, która właśnie wróciła z Finlandii powiedziała z zachwytem: „Przecież ty tu masz kawałek Finlandii. Jak pięknie!”

Chętnie dzieliliśmy się tym pięknem, zapraszając przyjaciół na pikniki. Łąki rozbrzmiewały wtedy odgłosami śmiechem dzieci, szczekaniem psów, a las darzył gości tym, co miał.

Mijały lata. Chodniki wyszczerbiały się coraz bardziej, domy zwolna niszczały, umorusane dzieci rosły a ich zabawy dokonywały zniszczeń w budynkach, na ścianach, w podwórkach i na ulicy. W te mroczne okolice coraz częściej zaglądały radiowozy policyjne i karetki pogotowia, a widok puszek i butelek poniewierających się po podwórkach stał się codziennością.

TO zaczęło się powoli i prawie niepostrzeżenie: najpierw jakaś zgnieciona puszka na mostku, parę kapsli... Potem ślady palonego ogniska, torby foliowe polatujące po łąkach z wiatrem jak smętne baloniki. Murki mostku coraz częściej nosiły ślady wyładowywania czyjejś złości, a drogę do dębu znaczyły śmieci. Z czasem ziemia na mostku była dosłownie wybrukowana kapslami. Pod dębem odbywały się teraz codzienne libacje, więc nie o każdej porze mogliśmy tam przychodzić.  

W tym czasie zaprzyjaźniłam się z brzozą w najodleglejszym zakątku łąk: przytulałam się do niej, gdy mnie zapraszała, bym chłonęła jej piękną, łagodną energię. Opowiadałam jej o swoich troskach i smutku z powodu niszczenia mojego Raju, a ona opowiadała o strumieniach energii, które spływały do jej pnia, jak i pni jej okolicznych sióstr  z centrum Wszechświata, by dać tej okolicy błogosławieństwo Czystości i Spokoju. Raczyła mnie tym spokojem i zdrowiem obficie, więc radośnie wracałam do tego świata, który mnie ranił...

Mijały lata. Pogodziłam się z dewastacją Finlandii, jak i z postępującym zdziczeniem obyczajów sąsiadów w okolicy. Byłam nawet wdzięczna sobie za tę akceptację. Nie jest łatwo żyć w środowisku, które jest obce i z natury nieprzyjazne, ale jakoś dawaliśmy sobie radę.

Któregoś dnia wzięliśmy psa i wyruszyliśmy na codzienny spacer. Kiedy dochodziłam do końca łąk, poraziło mnie jakieś dziwne milczenie. Nagle spostrzegłam: Nie było mojej brzozy! Nie było także jej towarzyszek. Zostały pniaki i dywan ze złocistych trocin... Bezradnie spojrzałam w kierunku dębu, jakby pytając, jak mogło do tego dojść. Doszła do mnie odpowiedź: Pogódź się z tym! Wtedy dotarło do mnie, że dąb stał idealnie naprzeciwko mojej brzozy, czyli stanowili oni dwa przeciwstawne bieguny. Dlatego idąc, czułam tak silne zakłócenie energii.

Przez następne miesiące niechętnie wchodziłam na łąki, które z dnia na dzień zmieniały swój wygląd: przyjeżdżały ciężkie ciężarówki z materiałami budowlanymi, rozgniatając zielone ścieżki, podłączono media do kilku działek, a w okolicy rzezi brzóz pyszni się teraz ogromna rezydencja.

Kiedy ustał hałas budowy, kontynuowaliśmy nasze spacery po bardzo okrojonym terenie. Codziennie mijaliśmy dąb obrzucony śmieciami, z torebkami foliowymi w najniższych gałęziach, wysłuchujący codziennie strug negatywnych słów, które bardziej przypominają wymiociny niż mowę...

Jak on to wytrzymuje? – pytałam sama siebie, stojąc pod jego koroną. W dodatku, ci, którzy pod nim siedzą, mają poczucie mocy i panowania nad tymi, którzy są poza jej zasięgiem, jak niegdyś słowiańska i celtycka starszyzna – pomyślałam z ironią. - Och, dębie, kogo ty karmisz swoją mocą, jakim działaniom dodajesz sił i wsparcia... I jak to wszystko wytrzymujesz?

A jak ty to wytrzymujesz? – doszło do mnie. – Słyszę i widzę to samo, co ty, kiedy powracasz do domu. Ale spójrz na mnie, czy ubyło mi czegoś?

Spojrzałam: był dorodny, mocny i piękny, jak zawsze, a nawet bardziej, ponieważ rósł z biegiem lat.

W tym momencie zrozumiałam, że on teraz równoważy energię w całej tej okolicy, współpracując z przepiękną, ogromną olchą, która rośnie naprzeciw niego, ale za odległymi, gęstymi zaroślami, do których zamknięto dostęp przechodzącym.

- Widzisz, ja nadal jestem SOBĄ i robię to, co robiłem od samego początku, a to się nie zmieni, póki tu jestem.

Wtedy dotarło do mnie, że ja i mój mąż stanowimy w tej okolicy rodzaj takiego właśnie dębu. Pomimo nieprzyjaznego, zanieczyszczonego pod każdym względem środowiska pozostajemy Sobą i chyba tak jak dąb równoważymy energię tych okolic.

Od półtora roku uważam siebie za Pracownika Światła. To brzmi bardzo mocno, ale nie pompuje mojego Ego. Po prostu staram się dorzucić chociaż małą cząsteczkę do dzieła Transformacji.

Wiem to i czuję, że my, Pracownicy Światła jesteśmy w otaczającym nas świecie jak to piękne i silne drzewo. Niezależnie od okoliczności pozostajemy SOBĄ. Namaste.






MIRA MIRANTES - DROGA DO PRZYSZŁOŚCI


 

Transformacja roku 2012 i następnych: nadzieja i niepokój. Co nas czeka? Czy będzie koniec świata? Czy czekają nas jeszcze większe kataklizmy? Jak będzie wyglądało nasze życie w czasie tej przemiany? Jak zmieni się świat? Nasze związki? Zajęcia? My sami?

Wiele jest tych pytań i wiele różnych odpowiedzi. Przy całej tej różnorodności przewidywań pewne jest jedno: Powinniśmy odrzucić nasze stereotypy dotyczące duchowości, religii, polityki, edukacji oraz uwarunkowań społecznych, a właściwie – uwolnić się od nich, jak i otworzyć się na nowe technologie, nową energetykę, nową ekologię.

Nie wiemy jeszcze, które z przepowiadanych scenariuszy zrealizują się, to zależy od tego, jaki rodzaj świadomości zbiorowej przeważy, ale możemy zgodzić się z jednym: niedługo będziemy żyć w zupełnie innym świecie... I będzie to piękny, bezpieczny świat. Otwórzmy na niego serca i malujmy jego obraz we wnętrzu duszy... 

Chciałabym przedstawić Państwu (za zgodą Autorki) niezwykłą książkę, która jest zapisem sesji chanellingowych, jakie odbyła moja Przyjaciółka z Janem Pawłem II. Zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre fragmenty i wypowiedzi zmarłego Ojca Świętego mogą być dla jednych szokiem, dla innych odkryciem i olśnieniem. Gorąco zalecam: czytaj tę książkę, Drogi Czytelniku – SERCEM...


Od Autorki

Pewnego marcowego poranka usiadłam na tarasie, by podziwiać piękno panoramicznej natury brazylijskiej mata atlantica (zielony pas leśny nad Atlantykiem). Jak co dzień, rozkoszowałam się kompozycją barw otoczenia.
Błękit nieba, dziesiątki odmian zieleni roztaczającej się w promieniu 180° i w pasie 2,5 km do Atlantyku. Małe okienko na ocean otwierające nieskończenie długi horyzont, na którym od czasu do czasu pojawiają się wielkie transportowce, żaglowce lub maleńkie łupinki łodzi rybackich. Błękit nieba znakomicie koresponduje z tą zielenią i niebieskim kolorem wody w basenie,
doprowadzanej z kamiennego wodospadzika (braz. cachoeira), który wykonany został około półtora roku temu, przez brazylijskiego murarza, według projektu mojego męża Alexa. Przenosząc wzrok na kamienną układankę wodospadzika,
w pewnym momencie dostrzegłam coś niezwykłego. Była to postać Papieża Jana Pawła II, wykonana z tych właśnie kamieni. Nie mogłam uwierzyć. Przecież ten wodospad istnieje już od tak dawna, przyciągając nasze codzienne spojrzenia jak i spojrzenia, dziesiątek oczu naszych gości, przebywających niemalże nieustannie na naszej fazendzie. Dlaczego nie widziałam tego
wcześniej? Dlaczego nikt tego nie zauważył? Z początku bardzo nieufnie, wielokrotnie, przez kilka dni badałam moje spostrzeżenia. Wreszcie zdecydowałam się podzielić tym z Alexem. On, zatwardziały racjonalista, miał być moim sędzią w tym temacie. Jeżeli on też dostrzeże tę postać – myślałam wtedy - będę najszczęśliwszą osobą na świecie. Cóż za prezent od universum!


Alex przyglądał się wodospadowi długo, badawczo, wreszcie po pewnym czasie potwierdził moje odkrycie. Tak, to postać naszego Papieża. Jan Paweł II, w białym papieskim berecie, klęczący do modlitwy z rękami złożonymi na splocie słonecznym. Wzrok skierowany ku ziemi, w głębokim zadumaniu.
Nasz Papież objawił się Polakom na obczyźnie. Jakie przesłanie kryje się za tym odkryciem?
Codziennie, coraz bardziej oswajałam się z widokiem naszego fazendowskiego gościa. Po krótkim czasie zrodziła się sympatia i ogromna wieź, jaką zaczęłam odczuwać w moim sercu. Z dnia na dzień coraz silniejsza, przeradzająca się w miłość. Miłość do naszego Papieża, wielkiego Polaka, wspaniałego człowieka.
Spędzałam coraz więcej czasu na tarasie, poświęcając każdą wolną minutę na myślowe rozmowy z moim gościem. Z początkiem czerwca, natchniona pewnymi przepięknymi myślami, wzięłam zeszyt i długopis, żeby je spisać. Tak powstał pierwszy wiersz, który zatytułowałam „Modlitwa z JP II”. W ciągu dwóch miesięcy powstało następnych czternaście. Te poetyckie myśli przychodziły od niego, we wspólnej telepatycznej wymianie naszej
altruistycznej miłości. Dokładnie 27 lipca, spisując jak zwykle otrzymane myśli do wiersza, zauważyłam, że pojawia się ich coraz więcej i nie jest to już tekst poetycki tylko dłuższa rozmowa, którą postanowiłam zapisywać. Tak powstała niniejsza książka, przesłanie Jana Pawła II dla ludzi, aby przebudzić ich świadomość. Książka poświęcona ratowaniu Ziemi, znajdującej się obecnie w
fazie kosmicznych przeobrażeń. Jan Paweł II informuje ludzkość, co może zrobić dla naszej Planety i dla siebie już dziś, na granicy schyłku kalendarza Majów, ażeby w procesie transformacji osiągnąć dojrzałą świadomość, umożliwiającą wysyłanie Ziemi bezwarunkowej miłości, tak potrzebnej dla pomyślnego zakończenia galaktycznego projektu. Obraz Nowego Świata, który
Jan Paweł II odsłania w tej książce jest piękny, pełen miłości, radości i równych szans dla wszystkich jej mieszkańców.


Forma książki bazuje na moim telepatycznym dialogu z Janem Pawłem II, zainspirowana pozycjami channelingowymi Gelndy Green „Unendliche Liebe.
Jesus spricht” („Nieskończona Miłość. Mówi Jezus”) oraz Neale Donald Walsch
„Rozmowy z Bogiem”.


Fakt, że za pomocą tej książki zrealizują się życzenia Jana Pawła II, a jednocześnie moje od dawna ukryte marzenia literackie, uszczęśliwia mnie.
Przesyłam wszystkim Czytelnikom moją bezgraniczną miłość. W imię rozwoju naszej świadomości, w imię bezinteresownej miłości, którą zaofiarujemy Ziemi.


 

Mira Mirantes

Monte Gordo, Brazylia

28 września 2010

niedziela, 20 maja 2012

Galeria MOI PRZYJACIELE



Od pewnego czasu mam to szczęście, że jestem otoczona wspaniałymi ludźmi -  Istotami o wielkich sercach, frapującej osobowości i rozświetlonych duszach.

Czuję wzruszenie z tego powodu, że znaleźli się w moim życiu, a ponieważ wnieśli w nie wiele Światła, Radości, a przede Wszystkim – Miłości, poczułam potrzebę wyrażenia im swojej wdzięczności za to, że pojawili się  w przestrzeni mojego serca.

Stąd pomysł Galerii, gdzie będę przedstawiać sylwetki tych drogich mi Istot, niezależnie od tego, czy swoje talenty i zdolności prezentują na szerszym forum, czy cieszą nimi serca jedynie swoich domowników i najbliższych.


Zapraszam serdecznie również na stronę: MOI PRZYJACIELE.


Hanna Kozłowska - Weres 



Poznałam ją prawie 20 lat temu i od razu poczułam do niej sympatię – subtelna blondynka o ciepłych, brązowych oczach i jak się później okazało – o mężnym, dobrym sercu i ogromnej sile charakteru.
Teraz, kiedy spotkałam ją ponownie, jest dzielną matką trzech wspaniałych synów.
Hania od zawsze chciała pomagać ludziom i w tym kierunku od samego początku zmierzała jej edukacja.
Jest profesjonalnym doradcą życiowym, z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem, z wykształceniem medycznym, psychotronicznym i pedagogicznym. W jej pracy wspiera ją wyjątkowa intuicja, wrażliwość i autentyczna chęć pomocy.
Od wielu lat jest znanym astrologiem a kosmobiologia jest jej pasją życiową. A oto jedna z  wypowiedzi Hani na temat tych jakże rozległych i pasjonujących dziedzin:
Astrologia to nie kwestią wiary, lecz wiedzy. Jeśli jesteś laikiem, astrologiczna informacja umożliwi dostęp do wiedzy o sobie – świecie – relacjach - słabych i mocnych potencjałach , i o tym, jak z nimi pracować, i co niosą dalsze cykle planetarne w spirali czasu – zdarzeń – możliwości - szans do chwycenia - zakrętów do wyhamowania - wolnych wyborów i konsekwencji. świadomość zmian i budowanie swego życia w nie tylko astrologicznym znaczeniu,  ale także w sposobie patrzenia na świat przez poznanie siebie w procesie życia. Satysfakcją jest przetłumaczenie języka kosmobiologii i jej siostry astrologii na praktyczne manifestacje i możliwość maksymalizowania pozytywów i równoległym minimalizowaniem negatywów. Oddziaływanie cykli planetarnych, ich właściwa interpretacja i własne zrozumienie umożliwia wykorzystanie ich w każdej sferze życia: wszelkich startów, sprawach osobistych, zawodowych, zdrowotnych, partnerskich, relokacyjnych na inny kraj, doborze pracowników czy bieżących sprawach zamiast zdawać się na ślepy los.
Doradzam czasem, gdy mnie ktoś poprosi, jak można poprawiać swój los w sensie poznania swoich potencjałów, minimalizowania czy też neutralizowania negatywów i maksymalizowania pozytywów, zrozumienie to połowa sukcesu. Możliwość poruszania się w czasie stwarza spore możliwości i pole do działania. Przy użyciu konwencjonalnej i niekonwencjonalnej wiedzy, kosmobiologii w powiązaniu z tym: "jak na górze tak na dole" i samoświadomością niemożliwe przeradza się w praktyczne manifestacje .Taki wgląd dowolnego poruszania się po spirali czasu jest swoistym narzędziem i drogowskazem, w jaki sposób można poprawiać swój los zamiast czekać na ślepy traf, jak pomagać szczęściu, budować samego siebie i rozumieć proces życia, proces którego trajektoria zdarzeń tworzona jest przez dokonywane wybory i prace ze sobą. Satysfakcjonuje mnie, gdy teoria sprawdza się w praktyce.

haniaweres@poczta.onet.pl lub astrologia.info@o2.pl , tel. 601284507 



Dziękuję Ci, Haniu, za Twoją życzliwość, za Twoją obecność w moim życiu...

wtorek, 15 maja 2012

KRYSZTAŁY GÓRSKIE I ICH UZDRAWIAJĄCA MOC:

    

Jak wynika z przekazów historycznych, już 4000 lat p.n.e. ludzie stosowali kryształy do celów uzdrawiania. W czasach starożytnych wykorzystywali właściwości kryształów Sumerowie i Egipcjanie, stosowano je w wiekach średnich, a w naszych czasach korzystają z ich dobroczynnych właściwości nie tylko Aborygeni oraz Indianie, lecz również mieszkańcy tzw. krajów wysoko rozwiniętych (ośrodki: Spa Stone w Nowym Yorku i Well Within Spa w Santa Cruz).
Kryształ górski to kamień uniwersalny – zastępuje inne minerały. Stosujemy go jako odpromiennik w mieszkaniach i na terenach przyległych. Używany jest do oczyszczania z negatywnych energii miejsc, w których dzieją się lub działy traumatyczne wydarzenia, równoważy także energię na większych obszarach. Można przy jego pomocy "uzdrawiać" mieszkania, domy, całe dzielnice aglomeracji.
Używany jest w terapii bardzo wielu schorzeń, wzmacnia system immunologiczny i poprawia pracę wielu narządów.
Wspomaga także regenerację organizmu wyniszczonego chorobą i chroni przed depresją.
Kryształ noszony przy sobie (w kieszeni bądź torebce) transformuje niekorzystne promieniowanie z otoczenia, dodaje siły duchowej, intuicji i ochrania przed negatywną energią. Najlepiej nadają się do tego celu niewielkie graniastosłupy – do 8-9 cm długości.
Jak kupować kryształy? Na pewno nie w sklepie jubilerskim, są tam piękne okazy, cieszą oko i na pewno mają swoje działanie, ale jest to ułamek tego, co potrafi może mniej atrakcyjny, ale za to mocniejszy kryształ surowy. Udaj się na giełdę minerałów i kamieni, która jest organizowana, najczęściej dwa razy do roku, w każdym większym mieście. Przedtem skup się w domu na tym, byś kupił/a właściwy kamień, który będzie z Tobą współpracował. Nie sugeruj się wielkością kamienia. Podejdź do stoiska i patrz przez chwilę, może któryś z kamieni zawoła: Weź mnie! Dyskretnie przeciągnij wnętrzem dłoni nad kamieniami. Skup się na odczuciach. Powinno pojawić się lekkie mrowienie, a jeśli w pewnym momencie będzie ono intensywniejsze, oznacza to, że to Twój kamień Cię woła. Weź go do ręki, poczuj jego energię, zapytaj go w myślach, czy chce być z Tobą. Czasem jest tak, że kryształ przyklei się do ręki, przytuli. Pamietam, jak kiedyś weszłam z koleżankami do sklepu z kamieniami w Polanicy Zdroju. Oglądałyśmy przeróżne kamienie a mnie cały czas ciągnęło do gabloty z kryształami górskimi. Sama się za to ganiłam, bo mam już dwa komplety do terapii i różne „luzaki” do innych działań, np. czyszczenia powierzchni, pomagania na odległość, równoważenia czakr itp. Nagle patrzę: Wahadełka z kryształu! Piękne! Sprzedawczyni podała mi wskazane przeze mnie. Wzięłam do ręki ten kryształ i poczułam, jak on dosłownie wtula się we wnętrze mojej dłoni. Chwyciłam za łańcuszek, by wybadać, jak pracuje, a wahadełko zaczęło pięknie wirować w prawo. Zapytane, czy chce do mnie, „zatakało” z serdeczną gorliwością. Wypróbowywałam swoje konwencje i stwierdziłam, że jest nie tylko dobre, ale ma duszę, która współbrzmi z moją. Sprzedawczyni, młoda dziewczyna, nie kryła zdziwienia: Ojej, ja tyle razy brałam je do ręki, a ono nic, ani jednego ruchu!
Oczywiście, kochane wahadełko wylądowało w torebce a potem w moim koszyczku, oczywiście, srebrny łańcuszek od razu znalazł inne zastosowanie, a zastąpiła go mocna, gruba nić.
No dobrze! Masz już ten „swój” kryształ. Możesz zainicjować go sobie do pracy. Wymyśl swoją własną formułę i wypowiedz ją, trzymając kryształ w ręku. Przedtem umyj go pod bieżącą, zimną wodą, wizualizując, jak spływają z niego wszelkie zanieczyszczenia.  Jak o niego dbać? Trzeba pamiętać o tym, by co jakiś czas kryształ oczyścić. Jeśli jest to niewielki kawałek – do 8 cm długości to przed odpoczynkiem kryształ spłukujemy pod strumieniem zimnej wody i spalamy resztki nieczystości strumieniem energii z czakry koronnej. Można go pozostawić na noc w słonej wodzie (przy większym zanieczyszczeniu). Nie wycieramy go, tylko kładziemy na parapecie, na białym ręczniku (papierowym), czubkiem na zewnątrz, najlepiej skierowanym na północ. Może poleżeć sobie na słoneczku, byleby za oknem nie działo się coś wulgarnego czy negatywnego. W przypadku kryształu niewielkiego 3-4 godziny wystarczą.

Przede wszystkim pamiętać trzeba o tym, by dać mu co jakiś czas odpoczywać (można mieć dwa kryształy). Kryształ zmęczony mętnieje, traci blask i siłę. Można założyć, że odpoczywa co trzy dni.
Kryształ górski stosowany w terapii jest bardzo skuteczny. Można uzdrawiać poszczególne narządy, łagodzić bądź eliminować głębokie urazy psychiczne, poprawić stan ogólny. W pierwszej fazie zabiegu następuje oczyszczanie na poziomie ciała subtelnego, w drugiej – doenergetyzowanie.
Podczas zabiegu uzdrawiającego za pomocą kryształów, przesyłane są do komórek prawidłowe informacje, które dokonują oczekiwanych transformacji w chorym narządzie.
W ten sposób zostają wyeliminowane błędy odpowiadające za rozwój i utrzymywanie się choroby. Skutkiem tego jest wznowienie prawidłowego przepływu energii.
Łagodzą się napięcia, odblokowują się połączenia nerwowe, ustępują stany zapalne oraz bóle.
W czasie zabiegu następuje głęboka relaksacja, a co za tym idzie - wyraźne polepszenie samopoczucia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego.
Zyskujemy dystans do swoich problemów i nabieramy sił, by z optymizmem stawić czoło wyzwaniom, jakie niesie życie. A poza tym – co jest bardzo istotne dla kobiet –piękniejemy!
Terapia kryształami okiem pacjenta:
Było to na kursie litoterapii, więc zabieg wykonywany był w „surowych” warunkach, bez aromatów czy kadzidełek, w scenerii sali konferencyjnej ośrodka wczasowego, gdzie jako stół do masażu służyły trzy zestawione stoliki. Plus, oczywiście, grupka innych uczestników nade mną w charakterze obserwatorów i uczniów.
Leżałam sobie na plecach a prowadzący obkładał mnie kryształami, większymi, mniejszymi, i całkiem malutkimi, po jednym kamieniu na każdą czakrę, każdy staw. Trochę chciało mi się śmiać, bo uczestnicy robili do mnie miny, a nie mogłam, ponieważ na moim jestestwie ułożono kilka kamieni. Do rąk także dostałam po jednym. Zaczęło się oczyszczanie, dokładne, nic nie zostało pominięte. Za każdym ruchem kryształu trzymanego w dłoni przez Włodka (imię zmienione) czułam, jakby coś ze mnie wyciągano. Padają pytania typu: Kiedy skręciłaś tę stopę? Czy masz kłopot z prawą nerką? Czyli ślady urazów i dolegliwości są wyczuwalne podczas zabiegu. Rychło się o tym przekonałam, gdy sama zaczęłam robić zabiegi. Koniec! Odpoczynek. Zapadam w drzemkę na 20 minut. Potem czuję jak Włodek zdejmuje ze mnie i z mojego pobliża wszystkie kryształy, zastępując je innymi. Do ręki też bierze inny kryształ i zaczyna się energetyzowanie. Ale frajda! Czuję się jak na poduszce powietrznej, a we wszystkie czakry wlewają się cieplutkie, radosne strumyczki energii. Po jakimś czasie słyszę ciche: Odpoczywaj sobie... I posłusznie odpoczywam. W całym ciele przyjemne mrowienie, mam ochotę mruczeć jak kot. Jestem radośnie oszołomiona. W końcu wstaję, nie od razu i nie bez pomocy, bo za bardzo jestem wniebowzięta, a poza tym wiadomo, pacjent nie powinien sam wstawać.
Przechadzam się po pokoju, wszystkie stawy jak naoliwione, w całym ciele błogość, idę do lustra a z lustra patrzy na mnie roześmiana gębusia i w dodatku jakby z 5 -10 lat młodsza!
Co najważniejsze radykalnie poprawiło się moje samopoczucie psychiczne!
To co napisałam, potwierdziły moje koleżanki i osoby, którym robiłam zabieg.
Bardzo cenię sobie kryształy, ich piękno i moc, które odmieniają przede wszystkim Duszę.

piątek, 11 maja 2012

Przesłanie do ciebie - od Ciebie



Suzan Caroll: Przesłanie do ciebie od Ciebie Samego

9 maja 2012 r.


Wysłane przez: Andrew Eardley


Przesłanie do ciebie od Ciebie Samego

Dr Suzan Caroll

9 maja 2012 r.

http://multidimensions.com

Jesteśmy wyrażeniem wyższej częstotliwości waszych Wielowymiarowych JAŹNI.

Teraz przychodzimy do waszej świadomości, ponieważ widzimy, że jesteście gotowi, by się wznieść. Faktycznie, wielu z was czuje się jakby za chwilę miało gdzieś pójść, wiedząc coś i/lub doświadczając jakiejś wersji SIEBIE, o której zapomniało przez miliony wcieleń w trzecim wymiarze.

Możecie odczuwać tę ekspresję siebie jako odwagę lub godność, moc i bezwarunkową miłość do tej ekspresji waszej JAŹNI, która jest właśnie poza waszym zasięgiem. Oczywiście, dowiadujecie się w końcu, że osiąganie czegokolwiek jest trzeciowymiarowym paradygmatem.  W piątowymiarowym paradygmacie zmieniacie swą rzeczywistość nie poprzez starania i ciężką pracę nad przełamaniem oporu.  W piątym wymiarze zmieniacie swą rzeczywistość, płynąc w nurcie wielowymiarowego światła i bezwarunkowej miłości, kiedy poddajecie się każdej sytuacji, na którą napotykacie/tworzycie.

Spotkanie/tworzenie jest podstawą w paradygmacie zmiany. W trzecim wymiarze spotykacie, wchodzicie w to i czekacie na to, czego CHCECIE doświadczyć. Z kolei w warunkach piątego wymiaru, naśladujecie, płyniecie i poddajecie się każdemu wzorcowi, o którym wiecie, że to WY go stworzyliście swoimi myślami i emocjami. Z piątego wymiaru możecie obserwować swoje trzeciowymiarowe/czwartowymiarowe  wyrażenie siebie, starając się powiedzieć NIE staraniom i wywalczaniu tego momentu poddania się. Zmagaliście się i nadal zmagacie, nie dlatego że się boicie, lecz dlatego że wasze trzeciowymiarowe nawyki ciągle dyktują wam sposób zachowania.

Kiedy przemieszczacie się do piątego wymiaru, każda wasza myśl i emocja staje się przejawiona. Tak naprawdę to przydarza się właśnie teraz, lecz ciągle jeszcze jest dość "czasu", na to, byście nie zawsze zdawali sobie sprawę z tego połączenia pomiędzy waszymi myślami, emocjami a rzeczywistością, którą kreujecie. Teraz jesteście naprawdę na krawędzi  rzeczywistości piątego wymiaru, a wasze myśli i emocje manifestują się coraz szybciej. Dlatego też czas pomiędzy myślami/emocjami i kreacjami jest tak krótki.

Niestety, wielu z was nie jest jeszcze Mistrzami swojej Energii. Z tego powodu niektóre z waszych myśli i emocji są ciągle oparte na lęku (ego). Emocje oparte na lęku/ego przyciągają lęk, złość, wściekłość, niepokój i depresję. Skoro wzorzec energetyczny waszej świadomości ciągle zawiera oparte na lęku myśli i emocje, tworzycie rzeczywistość, która jest trzeciowymiarowa, ponieważ rezonans waszej świadomości jest zbyt niski, aby zastosować się do matrycy piątego wymiaru.

Wasz rezonans musi pasować do częstotliwości rezonansu każdego danego świata po to, abyście dostosowali waszą świadomość do wzorców częstotliwości tamtej rzeczywistości. Wzorce trzeciowymiarowe są kątowe, oddzielne i ustawione w opozycji do siebie, podczas gdy piątowymiarowe wzorce energii są płynne, zjednoczone i okrężne. Czy nie jest to możliwe, aby stan kątowy świadomości dostosować do płynnej i krążącej matrycy? Również "usilne próby", by kontrolować pole waszej energii, dla samego próbowania jest zachowaniem trzeciowymiarowym. Wy tylko usilnie staracie się zrobić coś, i dzieje się tak dlatego że wątpicie (boicie się) że moglibyście łatwo to zrobić. Pomyślcie o tym, skoro wiecie, że możecie to zrobić, nie próbujcie.

Po prostu zróbcie to.

Ci z was, którzy macie znoszony przez miliony inkarnacji trzeciowymiarowy ziemski kostium, zapomnieliście o wrodzonych zdolnościach, które wasze ziemskie naczynie ukrywa w tej nieużywanej części mózgu i w zmanipulowanym DNA. Obecnie nasze galaktyczne światło i bezwarunkowa miłość przemieniają to nieużywane DNA i ładuje się i uruchamia wasz nowy, Wielowymiarowy System Operacyjny. System ten leżał ukryty w waszym ludzkim mózgu od tysiącleci, lecz jeśli powrócicie pamięcią do szczytu Atlantydy, przypomnicie sobie, jak go używać.

Będziecie również "pamiętać", jak zaakceptować fakt, że wasze wrodzone myślenie jest wielowymiarowe. Aby myśleć wielowymiarowo, musicie porzucić koncepty na temat ograniczeń czasu, ego, oddzielenia, płci, biegunowości jak również wszystkiego, co opiera się na lęku. Wyzwanie polega na tym, że po to, by odrzucić wszystkie oparte na strachu myśli i emocje, musicie być świadomi ich, zanim będziecie mogli zdecydować, że odmawiacie odczuwania ich. Innymi słowy, kiedy połapiecie się, że macie myśli lub emocje oparte na strachu, musicie  rozpoznać że są one rzeczywiście oparte na strachu. Możecie myśleć, że jest to łatwe zadanie, ale tak nie jest. Strach stał się tak integralną częścią waszego trzeciowymiarowego życia, że większość jego przejawów przechodzi niezauważona.

W rzeczywistości, świadome identyfikowanie każdej formy strachu może wydarzyć się tylko wtedy, kiedy NIE jesteście wplątani w trzeciowymiarową grę. Jeśli doświadczyliście wszystkiego, nie jest trudno rozpoznać strach, kiedy jesteście w wysokim stanie świadomości. Po pierwsze, bezwarunkowa miłość pochodząca z waszej wyższej świadomości w opozycji do strachu jest czymś oczywistym. Następnie, kiedy doświadczacie bezwarunkowej miłości, jest to prostym zadaniem uwolnić strach poprzez bezwarunkowe wybaczenie sobie tego, że się go doświadcza.  Niestety, macie tylko kilka "minut" na to, by stać się świadomymi swojego strachu, skoro strach uwalnia adrenalinę do waszego organizmu, która obniża waszą świadomość do trzeciowymiarowej.

Kiedy wasza świadomość powraca do rezonansu waszej trzeciowymiarowej rzeczywistości, jest bardzo trudno bezwarunkowo kochać siebie bez strachu. Kiedy przebywa się świadomością w trójwymiarowości jest bardziej prawdopodobne, że osądza się siebie z powodu obecności strachu i narastającej złości na siebie (opartej na strachu) za "robienie tego ZNOWU". My, wyższa ekspresja SIEBIE, rozumiemy wasz dylemat. Kiedy powracacie do zwyczaju bycia trzywymiarowymi, strach i osądzanie siebie są pierwszymi elementami, które napotykacie. Z powodu tego problemu chcemy podać wam "rękę" podczas następnego rezonansu waszej podróży.

My, którzy tak naprawdę jesteśmy WAMI na wyższej częstotliwości rezonansu, obniżamy nasz rezonans, aby spotkać się z wami w połowie drogi, co wy możecie prawie poczuć, będąc w tym, w czym żyjecie. Wiemy, że nie możecie odczuć waszej obecności, kiedy jesteście uwikłani w strach, pracę, konflikty, czas, samotność oraz inne trzeciowymiarowe doświadczenia. Jednakże w ciągu  jednej sekundy, kiedy wypuścicie siebie z tej pułapki, my damy krok w waszą świadomość. Może to was ciekawi, w jaki sposób wejdziemy w was. Zatem odpowiemy na to pytanie. Wejdziemy w was, ponieważ mamy na to wasze przyzwolenie.

Skoro Ziemia jest prawie wolną planetą, musicie/powinniście dać nam, którzy jesteśmy obecnymi wami, zezwolenie na wejście bezpośrednio do waszej świadomości w ciągu jednej sekundy, żebyście zidentyfikowali i uwolnili wszystkie ekspresje strachu. Dlatego też:

Poświęćcie chwilę i dajcie nam przyzwolenie TERAZ... POCZUJCIE naszą obecność jakbyśmy byli przed wami. Jak nas postrzegacie?
Jak nas widzicie?
Jak nas słyszycie?
Wyciągnijcie ręce i dotknijcie nas... Pozwólcie, aby wasze aury rozszerzyły się i spotkały z naszymi... Otwórzcie serca dla tego uczucia bezwarunkowej miłości i wielowymiarowego światła... Wlećcie w Przepływ naszej (waszej wyższej) Istoty... kiedy Wchodzimy w WAS...

Tylko strach i jego najlepszy przyjaciel - brak zaufania do siebie może temu przeszkodzić. Pamiętajcie, "właściwa droga" to jest ta "Wasza droga". WY jesteście Ścieżkami do Wzniesienia.

WY jesteście Portalami do swojego Wzniesienia.

97% DNA teraz włącza się przez przychodzące światło i miłość wypełnione miniaturowymi tunelami czasoprzestrzennymi wiodącymi do wielowymiarowego świata, który umyka waszej świadomej percepcji. W dodatku jest podłączany wasz Wielowymiarowy System Operacyjny i staje się nadrzędny w stosunku do waszego Trzeciowymiarowego Systemu Operacyjnego za każdym razem, kiedy Poddajecie się swojej wyższej częstotliwości SIEBIE. Pamiętajcie, że nie można podłączyć, połączyć lub posunąć się naprzód w waszym piątowymiarowym JA, od tego są trzeciowymiarowe działania. Natomiast możecie stosować piątowymiarowe działania akceptacji, łącząc się z wchodzącą do waszej wyższej ekspresji częstotliwością SIEBIE.

W ten sposób możecie stać się jednością z uczuciem, rzeczywistością, oczekiwaniem, które wydają się jakże bliskie a jeszcze odległe. Na szczęście, bliski i odległy to określenia trzeciowymiarowe, które stają się coraz bardziej nieaktualne. Inne rzeczy również stają się nieaktualne w waszej rzeczywistości, takie jak zmartwienia, ciemność, strach, pieniądze, praca, wojny, podatki, ograniczenia i wiele więcej.

Czy UWIERZYCIE, że te trzywymiarowe doświadczenia opuszczają właśnie waszą rzeczywistość?
Czy możecie zaryzykować WIARĘ w to, że wszystko to, co czujecie wewnątrz wyższych stanów świadomości jest REALNE?
Czy możecie UWIERZYĆ w to, że trzeci wymiar jest iluzją, projekcją holograficzną?

Czytaliście i większość z was również słyszała te słowa, wrażenia i obrazy wewnątrz SIEBIE. TERAZ, po to, by poddać się temu, co widzicie, czego TAK głęboko pragniecie, że jesteście gotowi, by tego doświadczyć - musicie UWIERZYĆ, że to wszystko jest realne.

Jak mogliście wkroczyć w iluzję? Odpowiedz na to pytanie jest całkiem prosta, ponieważ jest to podstawa waszej trzeciowymiarowej rzeczywistości. Od miliardów żywotów dobrowolnie wypływaliście z wersji swego prawdziwego Wielowymiarowego SIEBIE, aby wejść do trzeciowymiarowego świata opartego na iluzji czasu, biegunowości, oddzieleniu i ograniczeniu. Gaja, trzeciowymiarowa wersja Ziemi przechodzi teraz w Swą Wyższą Ekspresję. Gaja chce, abyście wszyscy do Niej dołączyli, lecz nie może czekać dłużej na waszą decyzję poddania się. Pole energii kosmicznej wystarczające, by 'poszła do Swego Domu", jest TUTAJ WŁAŚNIE TERAZ.

Czujecie naleganie i powinniście stać się, lecz może nie jesteście pewni co do tego, kim/czym się staniecie. Dlatego też musicie poddać się temu, co jest nieznane waszej trzeciowymiarowej Jaźni, lecz dobrze znane waszej JAŹNI Wielowymiarowej. Wasza wyższa ekspresja SIEBIE zalogowała się tutaj i do milionów rzeczywistości, i ma wiele doświadczeń wzniesienia. Dlatego też nie musicie się niczego uczyć. Potrzebujecie jedynie połączyć się ze swoim Wielowymiarowym Systemem Operacyjnym, abyście mogli przypomnieć sobie swoją JAŹN TERAZ!

(Po napisaniu tego tekstu oglądałam Star Trek - Deep Space Nine, przez co nie spałam ostatniej nocy. Film mówił o wyobraźni i o tym, jak rzeczy wyobrażone stają się prawdą. Oni przestraszyli się eksperymentu, najpierw trochę, potem bardziej, a w końcu bali się o to, że zostanie zniszczony cały gwiazdozbiór. Problem był w tym, że nie wiedzieli, że coś sobie wyobrażają. W końcu Komandor uzmysłowił to sobie i powiedział każdemu z nich, aby wyobraził sobie, że wszystko podczas ich pracy (wyobraźni) powraca do normalnego stanu. W końcowej scenie jeden z ludzi, których oni sobie wyobrażali, okazał się bardzo zaawansowaną istotą, która faktycznie była eksplorującą ludzką mocą wyobraźni. Okazało się, że Komandor wyobraził sobie wszystko. A kto jest Komandorem twojej wyobraźni?


Tłumaczenie: Anna Bogusz-Dobrowolska